02: Depresja, a raczej stany depresyjne

Jeśli zapytacie moich znajomych o mnie, możliwe, że usłyszycie, że jestem mądra, inteligentna, przebojowa, nietuzinkowa. Może usłyszycie, że jestem lojalna, że można mi zaufać i że jestem zabawna.
To czego na bank nie usłyszycie, to to, że jestem miła. Że owijam w bawełnę. Albo, że jestem potulna.

Nope.

Z jakiegoś powodu, w pewnym momencie mojego życia pewne zdarzenia wpłynęły na mnie w pewien określony sposób, mieszając się z doświadczenie jakie wcześniej nabyłam i cechami osobowości otrzymanymi w genetycznej loterii od moich rodziców. W efekcie niespecjalnie często pozostawiam swoją opinię dla siebie.

I dzisiaj będę mówić o depresji. Ja wiem, że to jest poważna choroba. Ja wiem, że ją się leczy. Ja wiem, że jest milion czynników niezależnych od nas, które wpływają na pojawienie się i pogłębianie się depresji. Wiem, że brak odpowiedniego systemu wsparcia ze strony rodziny i przyjaciół wpływa na brak poczucia własnej wartości.

I Ci, który mnie znają obecnie mogą w to nie uwierzyć, ale byłam kiedyś kłębkiem nerwów, który całe swój poczucie własnej wartości budował na opinii innych. Więc nie wciskajcie mi kitu, że nie wiem o czym mówię. Wiem. Byłam tą dziewczyną z nadwagą, pryszczami i okularami w szkole. Więc odpuście sobie argument o tym, że nie wiem co mówię.
Owszem, mam cudowne wsparcie w rodzicach i innych osobach mi bliskich, więc tutaj jest różnica, ale ją rozpoznaje i ją podkreślam.

Dzisiaj nie chcę mówię o depresji, która jest wynikiem zniszczonego poczucia bezpieczeństwa w skutek tragicznego wydarzenia. Nie dzisiaj będziemy mówić o tej zwyczajnej depresji, o której piszą w magazynach dla korpoludków.

Dlaczego?

Bo będąc ostatnio w domu wysunęłam teorię, że część ludzi z depresją jest sama sobie winna.
Och, wiem. Szokujące, co nie?
Ale dajcie mi dokończyć.

Co poprzedza depresje, poza traumatycznymi wydarzeniami, o których nie będę dziś pisać?
Stany depresyjne. I ja wiem, że dzielimy depresje na tą uzależnioną od czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Ale nawet depresja biologiczna ma swoje objawy i nim rozwinie się w pełny funkcjonalna fabryka serotoniny, co budowę fundamentów inicjuje.

Więc stany depresyjne.

Każdy je ma. Ludzie silni, ludzie słabi, mój brat z autyzmem może też je mieć. Ale czemu mówię, że ludzie z pełni hulającą depresją egzogenną są sami sobie winni?
Bo jesteśmy świadomi stanów depresyjnych. Mając wielu znajomych, którzy borykają się z nawracającą depresją, wiem, że są oni w stanie rozgraniczyć, kiedy one przychodzą i są oni świadomi czego są one objawem.

Więc nasuwa mi się pytanie? Czemu nic z tym nie robią?
Osobiście wiem, jestem świadoma, że moje stany depresyjne wynikają z poczucia bezradności bądź niezrealizowanych ambicji z kategorii rywalizacji. Tak jestem strasznie ambitna i potrzebuje w pełni wykonanej listy TO DO by być szczęśliwą.

Więc jeśli widzę, że kolejny miesiąc nie zrobiłam nic by osiągnąć swoje super cele, ułożyć swój kalendarz tak by zmieścić tam siłownię i nie napisałam żadnego tekstu – wiem, że coś muszę zrobić.
Wiem, że muszę wstać, pójść na spacer, zrobić coś dla siebie, poprzestawiać meble albo upiec coś pysznie zdrowego.

Ja to wiem. I jest mi ciężko oderwać się od książki, która jest moim ulubionym sposobem na ignorowanie rzeczywistości i tych objawów depresyjnych. Naprawdę, jest to ciężkie. Bardzo ciężko jest stać i odłożyć przyjemną książkę, która dzieje się w ograniczonym, specyficznym świecie fantastycznych i pójść umyć kibel, tylko dlatego, że jest to na mojej liście do zrobienia.

Serio.

Jest tylko jeden problem: kiedyś zapytałam siebie czego chcę. I sama sobie dałam odpowiedź. I nie jest to ten milion dolarów, o którym można często usłyszeć z moich ust. Ja wiem, że chce sama zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa. Ja sobie sama. To jest mój cel. I chociaż mam wiele zachcianek skrajnie hedonistycznych i niektóre z nich mogą zrealizować ten cel – to niestety czytanie książek nie jest jednym z tych zainteresowań budujących drogę do mojego celu.

Dlatego jestem taka cięta na ludzi uparcie i konsekwentnie ignorujących swoje stany depresyjne.

A) Dlatego, że są ich świadomi i nic z nimi nie robią.
B) Odmawiają sobie sami szczęścia przez chowanie się za gównianymi wymówkami.

Problem z pielęgnowaniem stanów depresyjnych jest taki, że prowadzą one prostą drogą do depresji.
A to jest studnia, z której ciężko się wygrzebać. Co więcej, ciągniecie za sobą swoich bliskich.

Więc moja prośba do wszystkich osób ze stanami depresyjnymi, którzy natkną się na ten tekst: Zadajcie sobie pytanie czego chcecie. I wiedzcie, że odpowiedź nie wiem jest bullshitem. Odpowiedź być kochanym jest takim samym bullshitem, bo to przekazywanie odpowiedzialności za swoje samopoczucie w ręce innych. Zadacie sobie szczere pytanie i dajcie sobie szczerą odpowiedź nie okłamując się.

To da wam siłę by wyrzucić toksycznych ludzi z życia, poprosić o pomoc jeśli jej potrzebujecie i napędzi do działania by stać się tym człowiekiem, którym zawsze chcieliście być: czy to będzie silniejsza, mądrzejsza, zabawniejsza czy szczuplejsza wersja was samych – dacie rade jeśli tylko uświadomicie sobie czego chcecie.

Peace, love i zupa z groszku!

Komentarze